Bestia zrodziła bestię…

bestia, potwór

Psychoterapeutka: Czy mogę użyć pana historii w artykule o syndromie DDA?
Pacjent: /Śmiech/. Chce pani pisać o bestii? Chociaż, może to i dobry pomysł? Ludzie lubią horrory. Dobrze, proszę pisać! Ale chcę, by ten artykuł nosił tytuł… “Bestia zrodziła bestię”.

Historia prawdziwa

Mój pacjent, nazwijmy go pan B., został opuszczony przez matkę we wczesnym dzieciństwie. Co się naprawdę wydarzyło, tego nikt nie wie. Świeżo upieczona mama, pewnego dnia spakowała kilka rzeczy, poprosiła, by nie zadawać jej żadnych pytań i jej nie szukać… Wyszła z domu i już nigdy nie wróciła. B. wzrastał obok ojca, który miewał okresy spokoju, wtedy był milczący i zdystansowany albo wpadał w ciąg alkoholowy i nie trzeźwiał tygodniami. Wstępowała w niego bestia i lepiej było, nie wchodzić jej w drogę. Dopóki żyła babka, B. mógł liczyć na wsparcie emocjonalne i przynajmniej jeden ciepły posiłek dziennie. Gdy śmierć upomniała się o schorowaną staruszkę, B., miał sześć lat i nieodparte przekonanie, że ludzie znikają cicho i niespodziewanie.

Pacjent: … zresztą, babkę słabo pamiętam. Jej twarz była jak zmięta kartka papieru, niezapisana żadną konkretną historią… Tak naprawdę, przyszedłem na świat i umarłem jednocześnie w dniu, w którym zrozumiałem, że moje życie, to egzystowanie w jednej norze, z agresywną bestią. Żyłem na huśtawce. Kiedy ojciec był trzeźwy, byłem sam. Opuszczony, niechciany, porzucony… Kiedy pił, czułem, że żyję! Byłem jak zwierzę, które ucieka przed myśliwym, chroni się przez chwilę w leśnej gęstwinie, a później znów ucieka…

Życie w ciągłym strachu

B., w atmosferze zagrożenia i niepewności – osiągnął wiek adolescencji i napisał pierwszy w życiu wiersz pod tytułem “Chamciec”. Neologizm “Chamciec” był kompilacją dwóch słów “Cham” i “Ojciec”…. Chamciec, czyli ten, który bije i upokarza, a jednocześnie karmi i nie opuszcza znienacka domu, jak matka. B., w wieku kilkunastu lat tworzył poezję, a jednocześnie z lubością wyrywał skrzydła motylom, obdzierał ze skóry żaby, przypalał żywcem w ognisku własnego kota. Jako dziewiętnastolatek, w znoszonych glanach, w podartych jeansach i z wytatuowaną na ręce trupią czaszką, zdał celująco maturę i dostał się na studia medyczne. Już na tym etapie, prowadził aktywne życie erotyczne. Rzadko spotykał się z kobietami więcej niż na jedną noc! Wszak wszystkie ONE były “zwykłymi dziwkami, jak matka”… Ten tekst, słyszał od ojca tysiące, a może miliony razy… Nie stronił też od alkoholu i środków psychoaktywnych. Dzięki używkom – mógł wszystko! Był królem świata.

B. – trafił do terapii w momencie największej świetności, stworzonego przez siebie, specjalistycznego ośrodka medycznego! I jednocześnie w chwili, gdy Sąd uznał go winnym znęcania się nad synem i żoną…

okno, kubek, strach
Źródło: pixabay.com

Jak wyglądała terapia?

Na pierwszej sesji psychoterapeutycznej, jasno określił nasze role.

Pacjent: Żeby było jasne, to ja tu jestem orłem medycyny! Nasza relacja to tylko wymuszona przez system – transakcja! Pani zaświadczy, że poddaję się psychoterapii, ja zapłacę wystarczająco dużo, żeby mogła się pani poczuć dowartościowanym Freudem w spódnicy.

Psychoterapeutka: Zgadzam się! Ponieważ w grę może wchodzić, moje stawienie się w Sądzie, wezmę od pana potrójną stawkę… ale też zabiorę fotel, przeznaczony dla pacjenta. Skoro to pan jest orłem medycyny, między nami nie będzie relacji terapeutycznej. Jeśli pańskie ego tak wysoko szybuje, dam panu możliwość odbywania naszych spotkań na stojąco. Będzie miał pan satysfakcjonującą sposobność – patrzenia na mnie z góry.

B. roześmiał mi się w twarz, dodał kilka niewybrednych komentarzy na temat ograniczoności mojego umysłu, tudzież kompetencji zawodowych i zniknął mocno trzaskając drzwiami.

Syndrom DDA

Dorosłe Dzieci Alkoholików noszą w sobie wiele bólu i cierpienia, ale także cały ogrom złości. Postrzegają świat przez pryzmat dawnych wydarzeń, nie zdając sobie sprawy dlaczego ich życie rozsypuje się w proch, dlaczego powtarzają wciąż te same problematyczne sytuacje.

Wśród odpowiedzi można wyróżnić fakt, iż dziecko w rodzinie patologicznej pełni różne role. Jedną z takich ról jest buntownik. Buntownik może funkcjonować na różne sposoby, wszystko zależne jest od cech indywidualnych. Jest jeden wspólny mianownik – opór w stosunku do każdego systemu, który może przypominać pierwotny system, jakim jest rodzina. Bycie DDA nie jest piętnem. Nie musi determinować całego życia człowieka. W wyniku terapii można wypracować zdrowe mechanizmy zachowań, które dają poczucie stabilności.

B. wrócił po kilku tygodniach. I tak oto, rozpoczął się długi proces psychoterapeutyczny, podczas którego mój pacjent stał, siedział na podłodze, bądź leżał na dywanie. Bywały momenty, że widział we mnie własną bezduszną matkę, czasami dostrzegał okrutnego ojca, bywałam też babcią, która bez słowa wyjaśnienia – zmarła niespodziewanie. Zdarzały się chwile, gdy B. łkał jak bezradne dziecko, albo ciskał we mnie gromy pogardy i nienawiści.

Pacjent: Czy mogę w końcu usiąść w fotelu? Zrozumiałem! Wiem, co się wydarzyło w moim życiu. Bestia zrodziła bestię… Chamciec to ja!

…powiedział, po z górą pół roku psychoterapii.

B. nadal pozostaje w terapii. Nieustannie konfrontuje się z własnymi uczuciami względem rodziców i innych znaczących osób ze swojego życia. Z zaangażowaniem tworzy od podstaw relację z synem. Cegiełka po cegiełce buduje nowe spojrzenie na zjawisko zwane kobiecością, które jeszcze do niedawna budziło jego strach i wstręt.

AUTORKA – Elżbieta Bulik
PSYCHOLOG, PSYCHOTERAPEUTA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.