MIŁOŚĆ W SIECI? DLACZEGO NIE! Czyli rzecz o tym, jak funkcjonują portale randkowe w polskiej rzeczywistości. CZĘŚĆ III

Mężczyzna i kobieta korzystający z serwisów randkowych

ZARZUĆ SIEĆ W SIECI
Jeszcze do niedawna brak „drugiej połówki” spędzał ludziom sen z powiek. Korzystali oni w zamierzchłych czasach z usług tak zwanej swatki, później zaś bardzo popularne stały się biura matrymonialne. Dziś bycie singlem uznaje się za kwestę wyboru, mimo to ludzkość nadal poszukuje kogoś, kto stanie się „partnerem”, „opoką”, „tym samym ciałem”, a nie wykluczone, że i „drugą stroną duszy”. Aktualnie z pomocą przychodzi ludziom nieodłączny atrybut współczesnej rzeczywistości – Internet. W sieci powstają jak grzyby po deszczu różnorodne portale randkowe. Są, można rzec, naturalną konsekwencją ludzkich potrzeb.

Co wpływa na powstawanie portali randkowych?

Do powstawania takich portali przyczynia się także stale rosnąca liczba rozwodów. Jak donosi Narodowy Instytut Studiów Demograficznych we Francji, w ciągu ostatniego ćwierćwiecza średnia wieku osób składających w Sądzie pozew rozwód nieustannie wzrasta. Liczba rozwodów po 60. roku życia wzrosła dwukrotnie. Ogromna większość rozwodzących się deklaruje, że w ogóle nie kłóci się ze współmałżonkiem. Wręcz przeciwnie: w związku panuje cisza, pustka i nuda.

Jako ciekawostkę można przytoczyć wyniki badań psychoterapeutki Esther Perel. Otóż najczęściej rozwodzą się tancerze i choreografowie /wiadomo, obcują na co dzień z płcią przeciwną/, na drugim miejscu sytuują się barmani i barmanki /nietypowy rytm pracy, rzadkie kontakty ze współmałżonkiem/, a na trzecim miejscu zaś masażyści /chodzi tu o to, że druga połowa, zazwyczaj, nie może się pogodzić z nieustannym kontaktem żony/męża z ciałami innych osób/. W takiej sytuacji wydaje się oczywistym fakt, iż portale randkowe będą się nieustannie rozwijać, a także przyciągać coraz to nowych użytkowników w różnym wieku.

Ile osób korzysta z portali randkowych?

Jak wyliczył Michał Parzuchowski – adiunkt w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Sopocie, w Polsce z portali randkowych korzysta ponad 4 miliony internautów. Największe tego typu serwisy to eDarling i Sympatia.pl.

Podział serwisów randkowych

Kobieta korzystająca z portali randkowych
Źródło: Freepik.com

Serwisy randkowe można podzielić na przykład, według sposobu dostępu – na serwisy płatne, gdzie utworzenie i zamieszczenie własnego profilu jest darmowe, ale aby nawiązać kontakt z innymi użytkownikami, należy wykupić abonament. Kolejny rodzaj, to portale o częściowej odpłatności, gdzie rejestracja i komunikowanie się są darmowe, ale dodatkowe usługi, typu – zaawansowane wyszukiwanie interesujących nas profili jest płatne. Funkcjonują również serwisy całkowicie bezpłatne, najczęściej sponsorowane lub utrzymywane z reklam.

Inne kryterium podziału to sposób łączenia się ludźmi – general dating, gdzie użytkownicy tworzą swoje profile, a następnie korzystają z wyszukiwarek, próbując nawiązać interesujące ich znajomości. Istnieje też matchmaking – tutaj każda z osób wypełnia testy psychologiczne, algorytm systemu dobiera osoby pasujące do siebie według właściwych kryteriów lub to konsultanci po przeprowadzeniu analizy osobowości portalu, łączą użytkowników ze sobą.

Ze względu na preferencje użytkowników, serwisy dzielimy między innymi na – real dating – tutaj mogą się spotkać ludzie chcący nawiązać trwałe relacje, często kończące się małżeństwem, flirting – można tu znaleźć osobę, z którą chce się można „poklikać”, nawet spotkać się „w realu”, a niewykluczone, że spędzić resztę życia.

Istnieje również, coś, co znawcy tematu zwą casual dating – tutaj nie spotyka się kogoś, kto szuka trwałej relacji, tutaj spotykają się osoby poszukujące seks-partnera. Kolejnego podziału można dokonać, mając na względzie rodzaj użytkowników. Określamy owe portale jako tak zwany – niche dating, czyli na przykład: religijne /katolicy, muzułmanie, mormoni/, hobby /informatycy, amatorzy wspinaczki górskiej/, inne szczególne cechy /rodzice samotnie wychowujący dzieci, osoby po rozwodzie/.

Jak postrzegane są osoby korzystając z serwisów randkowych?

W społeczności, której żyję, /środowisko małomiasteczkowe o tradycyjnej formie egzystencji/ randki online są kwestią wielce kontrowersyjną i uznawane są raczej za coś, w czym uczestnictwo nie jest powodem do dumy. W społeczeństwie hołdującej tradycyjnym wartościom, istnieje powszechna opinia, że ktoś, kto korzysta z portali randkowych jest osobą rozwiązłą z uwagi na mnogość nawiązywanych w ten sposób kontaktów, bądź jest nieatrakcyjny fizycznie, a już na pewno „skrzywiony psychicznie”, bo nie potrafi znaleźć nikogo w prawdziwym świecie.

Powody, dla których zakładane są konta na portalach randkowych

Tymczasem powody korzystania z tego typu serwisów, według mojej opinii, mogą być bardzo różne. Może to być zwykła ciekawość i chęć poznania osób spoza zwartego kręgu przyjaciół. Może to być towarzyszący tak wielu osobom – prozaiczny brak czasu. Ktoś, kto na ten przykład, pracuje zawodowo, a do tego studiuje i poświęca czas na realizację swoich pasji – często, nie dysponuje czasem na poszukiwania kobiety lub mężczyzny jako życiowego partnera, w realnym świecie.

Jak podkreśla w swoich badaniach Michał Parzuchowski – twórca strony www.badania.net, z której zaczerpnęłam tę opinię – „Zakładanie kont na serwisach randkowych wcale nie musi oznaczać braku towarzyskiego powodzenia. Badania dowodzą, że komunikacja online nie jest domeną osób nieśmiałych, szukających w wirtualnym świecie kompensacji braku prawdziwych relacji – jest raczej kolejną formą kontaktowania się osób społecznie aktywnych”. I faktycznie, jest to prawda! Na serwisach randkowych można spotkać ludzi bardzo interesujących. I nie mam tu na myśli jedynie atrakcyjności natury fizycznej. Cyberprzestrzeń pełna jest osób mających wiele do zaoferowania, poprzez upublicznianie interesujących pasji lub dzielenie się budzącymi czasami podziw, czasami zdumienie – poglądami i opiniami.

Często, podczas prowadzonych obserwacji, spotkałam się z wątpliwością dotyczącą wysokiego ryzyka tej formy poszukiwania partnera.

Czy rzeczywiście internetowe randki mogą prowadzić do niebezpiecznych sytuacji w świecie realnym?

Autorzy pracy – „Wszystko o romansie w sieci. Psychologia związków internetowych” – Adrian Carr i Monica Whitty, twierdzą, że

„…dowiadując się z mediów o oszustach, którzy podają się w sieci za osoby płci przeciwnej, a nawet o kanibalach polujących tam na swoje ofiary, możemy nabrać przekonania, że cyberprzestrzeń jest pełna różnej maści wykolejeńców. Tymczasem podobnie jak w rzeczywistym świecie, również w sieci można napotkać nietypowe jednostki, co nie oznacza wcale, że większość ludzi próbujących nawiązać tam nową znajomość to jakieś dziwolągi albo seksbomby odziane w czarny lateks”.

Wielokrotnie spotkałam się z opinią, że wiarygodność danych przedstawianych przez internautów pozostawia wiele do życzenia.

Czy rzeczywiście większość profili tworzonych przez randkowiczów zawiera same kłamstwa?

Co prawda, w przeprowadzonej na stronie www.badania.net ankiecie, większość użytkowników opowiada się za twierdzeniem, że na portalach randkowych tworzymy tak zwane „Ja – idealne”. Informujemy innych o tym, kim być chcielibyśmy, a nie tym kim jesteśmy faktycznie. Wnioski wyciągane na podstawie znajomości profilu danej osoby, były wśród ankietowanych jednoznaczne – tego typu rodzaj komunikacji nie odzwierciedla osobowości człowieka.

Co innego jednak wskazują badania psychologiczne. Grupa badanych – właścicieli kont na profilach randkowych, została zaproszona do wypełnienia serii kwestionariuszy, mających ocenić ich osobowość. Psychologowie realizowali procedurę badawczą w trzech krokach.

Kroki procedury badawczej

Po pierwsze uczestnicy badań wypełniali kwestionariusz osobowości mierzący pięć podstawowych cech osobowości, tak zwany Big Five – ekstrawersję, neurotyzm, otwartość na doświadczenia, sumienność i ugodowość – w kontekście „Ja – realnego” /Kim jesteś teraz?/ oraz „Ja – idealnego” /Kim chciałbyś być?/.

Po drugie, ten sam kwestionariusz w imieniu właściciela profilu wypełniały cztery osoby, utrzymujące z nim wirtualny kontakt.

Po trzecie z kolei – dziesięciu studentów psychologii wypełniało te same kwestionariusze w imieniu badanych, wcielając się w rolę sędziów niezależnych. Analizowali oni wszystkie informacje zawarte przez właścicieli profili.

Jak się okazało, zebrane dane potwierdzają hipotezę, że profile dokumentowały rzeczywistą osobowość właścicieli. Popularność tego typu portali nieustannie rośnie. Niewykluczone, że ze względu na to, iż w miejscach tych, po prostu podaje się prawdę. Zresztą, sama idea randek online polega na tym, że obie strony dążą do spotkania twarzą w twarz.

W przypadku kłamstwa mogłoby dojść do stracenia szansy na nawiązanie jakiejkolwiek znajomości.

Rozważając słuszność zarzutów o fałszowaniu tożsamości członków serwisów randkowych trzeba rozważyć dwie kwestie. O pierwszej z nich pisze psycholog Krzysztof Krejtz ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej – „Nigdy nie możemy mieć pewności, kim jest dana osoba, dopóki nie poznamy jej osobiście. Każdy, kto loguje się na portalu może podać błędne dane. Ale czasami jest tak w rzeczywistości – wydaje się nam, że znamy jakąś osobę, a ona po kilku latach nas zaskakuje i to nie zawsze pozytywnie”.

O drugiej z nich snują rozważania wspomniani wcześniej Carr i Whitty, którzy słusznie zauważają: „Dyskusja o kłamstwach w cyberprzestrzeni upowszechnia mylną opinię, że ludzie częściej kłamią w Internecie niż w kontaktach bezpośrednich. Liczba kłamstw może być zależna od synchroniczności i częstości komunikacji, zaś odwrotnie proporcjonalne – od możliwości jej utrwalenia”.

Kłamstwa, jako część ludzkiej natury!

Kobieta randkująca w sieci
Źródło: Freepik.com

Jak widać więc kłamstwa i zafałszowanie swojej tożsamości nie są jedynie domeną osób korzystających z internetowych witryn, a stanowią część ludzkiej natury i nie muszą nieść ze sobą negatywnych konsekwencji. Każdy człowiek dąży do tego, by być postrzeganym jak najlepiej w oczach innych ludzi. I nie ma to znaczenia, czy rzecz dzieje się w sieci, czy też w rzeczywistym świecie. Jeśli ukazujemy własny wizerunek w Internecie, wykorzystując powszechnie znane zasady autoprezentacji – to cóż w tym złego? Jeżeli jednak, czego świadkiem byłam wielokrotnie, zwłaszcza w przypadku bardzo młodych użytkowników, którzy sprowadzali siebie do poziomu produktu i to wystawianego na sprzedaż za konkretną cenę, to tu, wskazałabym tu na inne zagrożenie. A mianowicie fakt, że człowiek w dzisiejszej rzeczywistości sam czyni z siebie zwykły towar. I sprzedaje własny wizerunek, wykorzystując pełen zakres strategii marketingowych. A marketing powiązany z handlem, to oczywisty „kamienny krąg” – reklama, wzrost popytu, podaż, konsumpcja, śmietnik… Człowiecze, początku wieków! Dokąd zmierzasz? Chciałoby się zapytać…

A co można odpowiedzieć na zarzut, że ludzie zarejestrowani na portalach randkowych bardzo powierzchownie odnoszą się do innych użytkowników, skupiając się wyłącznie na zdjęciach, nie zaś na wnętrzu i osobowości drugiego człowieka.

Ewa Klepacka – Gryz w artykule „Związki uczuciowe” podkreśla, iż generalnie, tak w świecie rzeczywistym, jak i wirtualnym wygląd zewnętrzny jest tym, co skłania nas do podtrzymania bądź zerwania więzi. Jesteśmy na ogół przekonani, że ludzie urodziwi są również bardziej szczęśliwi, bardziej inteligentni, bardziej interesujący i odnoszą więcej sukcesów.

Piękno tworzy silny stereotyp, polegający na przeświadczeniu, że to, co piękne jest także dobre.

Eksperyment Eliota Aronsona

Ciekawy eksperyment opisuje Eliot Aronson. Otóż, grupie studentów college’u przekazano wiele informacji na temat uczestniczki eksperymentu oraz jej fotografię. Fotografia przedstawiała albo bardzo atrakcyjną albo nieatrakcyjną kobietę. Studentom powiedziano, że mają przeprowadzić rozmowę telefoniczną /warunki eksperymentu dopuszczały jedynie komunikację werbalną – z wyeliminowaniem gestykulacji i mimicznych wyrazów twarzy/.

Fotografia miała wzbudzić w badanych i ujawnić stereotyp – to, co piękne jest dobre – czyli oczekiwanie, że z kobietą atrakcyjną, rozmowa będzie przyjemniejsza, swobodniejsza i zabawniejsza niż z kobietą nieatrakcyjną. Fotografie, które otrzymali studenci, nie były fotografiami kobiet, z którymi oni rzeczywiście rozmawiali.

Jak zachowywali się studenci?

Fakty są jednak takie – studenci, którzy wierzyli, że rozmawiają z kobietą atrakcyjną, odpowiadali w sposób łagodny, spokojny, ogólnie bardziej akceptowalny społecznie niż ci studenci, którzy sądzili, że rozmawiają z kobietą nieatrakcyjną. Z uwagi na to, jest oczywistym, że ludzie na portalach randkowych będą starali się ukazać własną osobę w taki sposób, by była ona postrzegana jako atrakcyjna.

Czy znaczy to, że ludzie nie mieszczący się w kanonie współczesnego piękna, nie mają szans na spotkanie miłości swojego życia?

Najwspanialsza jest w życiu jego różnorodność. To, co jednemu wydaje się ładne, dla innego jest zaledwie przeciętne. Piękno jest cechą patrzącego – jak świetnie ujął to Eliot Aronson. Każdy z nas może znaleźć na świecie to, co spełni jego oczekiwania. Z drugiej zaś strony, tak często przywoływani przeze mnie Carr i Whitty przeprowadzili badania na jednym serwisów randkowych. Wykazały one, że użytkownicy nie są tak powierzchowni jakby to mogło się wydawać. Przemawia za tym twierdzeniem fakt, iż najbardziej pożądanymi cechami partnera są zbliżone zainteresowania i wyznawane wartości. Równie istotny okazał się charakter. Natomiast takie kwestie jak sylwetka i waga były istotnym wskaźnikiem atrakcyjności partnera dla 40% badanych.

Cóż, nie będę ukrywać, że wizerunek moich rozmówców miał olbrzymie znaczenie dla prowadzonych przeze mnie konwersacji. Mając przeświadczenie, że człowiek, z którym czatowałam był osobą atrakcyjną fizycznie, pojawiała się we mnie chęć głębszego wnikania w sferę jego życia – zawodowego, osobistego… Sama, czułam się w tego typu wirtualnych relacjach bardzo komfortowo, bo oto zwrócił uwagę na mnie ktoś, kto przez ogół populacji postrzegany może być, jako osobnik uchodzący za ideał. Tym sposobem, opierając się na typowych, przecież dobrze znanych mi mechanizmach ludzkich reakcji, podnosiłam własne i jego notowania na giełdzie zwanej – wyobraźnią. Natomiast, ustalenie dużej ilości cech wspólnych, typu: wykształcenie, zainteresowania, poczucie humoru, itp., było stymulatorem do częstszych kontaktów w Internecie, a w konsekwencji do zgody na propozycję spotkania w prawdziwym świecie.

Tę tezę potwierdza również psycholog Ewa Klepacka – Gryz. Według niej dużą wagę ludzie przywiązują do faktu, jak bardzo potencjalny partner jest do nas podobny. Z reguły, cała nasza wiedza o drugim człowieku, sprowadza się do poznania jego opinii w różnych kwestiach. Jeśli te opinie są zbieżne z naszymi poglądami na dany temat, to atrakcyjność interpersonalna takiej osoby rośnie.

Dlaczego podobieństwo jest tak ważne dla zjawiska jakim jest atrakcyjność?

Według Eliota Aronsona, istnieją co najmniej dwie odpowiedzi. Po pierwsze, ludzie którzy są podobni do nas, dostarczają społecznego wsparcia dla naszych własnych cech i wierzeń – innymi słowy, potwierdzają nasze przekonanie, że mamy rację. Świadomość, że nie jest się osamotnionym, działa uspakajająco. A to sprawia, że lubimy tych, którzy się z nami zgadzają. Po drugie, negatywnie myślimy o osobach, które się z nami nie zgadzają w ważnych kwestiach. W tym przypadku, cudze postawy będziemy odbierać jako jedną z możliwych informacji o tym, jak bardzo dana osoba może nie dawać się lubić.
Ciąg dalszy nastąpi…

Artykuł napisała:
ELŻBIETA BULIK – PSYCHOLOG – PSYCHOTERAPEUTA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.