S jak Superbohaterka

… a właściwie dwie Superkobiety z klasą. Blond piękność, niczym gwiazda hollywoodzka – pełna wdzięku, emanująca zmysłowością oraz tajemnicza brunetka – pewna siebie, zdecydowana i niezłomna. Pierwsza – roztaczająca wokół magiczny klimat niezwykłości, druga – wyznaczająca twarde granice. Pierwsza – to kruche piękno, druga – to niezłomne zasady. Pierwsza – tomik poezji miłosnej, druga – system operacyjny… Pierwsza – marzenie, druga działanie. Oto obraz pochodzący z Krainy Marzeń Sennych, mojej pacjentki. Obraz będący nieświadomym odbiciem jej wewnętrznego świata. Nazwę ją – panią S.

Jaka była Pani S.?

S. zazwyczaj siadała na skraju fotela, aby nie urazić oparcia i podłokietników na zbytni dyskomfort podtrzymywania jej ciała. Miała przy tym słoneczną twarz, którą oplatały wiecznie uśmiechające się we wszystkie strony, niesforne włosy. Zachwycała dziewczęcym blaskiem i z serca płynącym ciepłem. Często, na dzień dobry, zadawała mi pytanie… – Jak się dziś pani miewa, pani Elu?

Zupełnie tak, jakbym była odwiedzana co tydzień przez psychoterapeutkę troszczącą o mój nastrój. Była w tym jednak trudna do zdefiniowania sprzeczność. Trudny do określenia dysonans działania sił, uznawanych w psychoterapii za przeciwstawne. S., mimo swej sensytywności, miała niezwykłą siłę charakteru. Choć krucha, zwykła była czuwać nad porządkiem w całym bożym świecie. Zadawałam sobie pytanie, czy był ktoś, kto roztaczał kiedyś opiekę nad S.?

Trudny okres dzieciństwa

Pierwszym wspomnieniem z dzieciństwa mojej pacjentki był widok kłócących się rodziców…

S., jako trzyletnie dziecko płaczące w kołysce, próbowała zwrócić na siebie uwagę najbliższych jej ludzi. Już wtedy, mała dziewczynka, łkając, wyciągała rączki w kierunku mamy i taty, usiłowała wszcząć alarm! Świat był bowiem w niebezpieczeństwie! Trzeba było działać! To wspomnienie było jak pieczęć na jej życiu! Od tej chwili, S., będzie już nieść z sobą przymus bycia spolegliwym Aniołem Stróżem całej ludzkości, będzie otaczać innych opieką, będzie dawać wsparcie, będzie motywować do działania…

Kto tu kim się opiekuje?

S. wzrastała w domu, w którym wraz z upływem czasu, pojawiało się coraz więcej rodzicielskich awantur. Awantury były skutkiem nadużywania alkoholu przez ojca, natomiast alkohol był skutkiem kolejnych awantur. Rodzice nieustannie kręcili się na karuzeli brewerii, przyprawiających o zawrót głowy, toteż ktoś musiał zachować trzeźwy umysł i wziąć życie rodziny w swoje ręce. Tym kimś była S.

Bardzo szybko stała się matką i ojcem dla szóstki swojego rodzeństwa. Z zapałem przygotowywała posiłki, prała, sprzątała, ale co najważniejsze obdarzała wszechogarniającą miłością, dając wsparcie na wszystkich możliwych poziomach. Pewnego razu, usłyszała od matki znamienne słowa… Twojego ojca nie ma w domu! Pewnie leży gdzieś pijany w rowie! No, na co czekasz? Idź po niego! Wtedy to, oddzieliła się światłość od ciemności, a moja pacjentka została wtłoczona przez system rodzinny w rolę Superbohaterki.

Najtrudniej jednak będąc Superbohaterem – stanąć w obronie siebie

Źródło: pixabay.com

Był letni, spokojny dzień. Zboże falowało w takt melodii ciepłego wiatru. Po wiejskich bezdrożach, wśród złotych kłosów, pląsało pełne słodyczy kilkuletnie dziewczątko. Nic nie zdradzało, by to właśnie tu, rozegrać miał się dramat, który zaważy na całym jej życiu… Pojawił się niespodziewanie. Był silny, a do tego kilka lat starszy. Przylgnął do niej bezwstydnie, powalił na ziemię i…

S. zastygła w bezruchu

Nie mogła wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Przez kolejne dwadzieścia lat czuła we śnie, zbliżające się zagrożenie i obezwładniającą niemoc, za dnia ukrywała swą twarz za gęstą zasłoną włosów, zaś ciało osłaniała szczelnie strojem, niczym zbroją rycerską. Każde męskie spojrzenie było dla niej ostrzem wrogiego miecza, toteż własnej broni w postaci lodowatego dystansu, nie chowała nigdy.

Skutecznie zaprzeczała własnej kobiecości i równie skutecznie milczała, przez lata nie ujawniając szczegółów przekroczenia granic, jakiego dopuścił się “buszujący w zbożu”. Dzielnie nosiła w sobie echa minionych wydarzeń, bo… …bo któż może stanąć w obronie Superbohaterki? Nikt! Tylko ona , musi ponieść trud obrony samej siebie.

Problem alkoholowy w rodzinie

Dzieci wychowane w rodzinach z problemem alkoholowym /DDA – Dorosłe Dzieci Alkoholików/, odgrywają różne role, aby móc przetrwać w zagrażającej rzeczywistości. Jedną z takich ról jest Superbohater, czyli dziecko, które posiada w domu funkcję odpowiedzialnego dorosłego. Z jednej strony, doskonale wypełnia obowiązki domowe i opiekuje się rodzeństwem, z drugiej zaś, świetnie się uczy.

Nauczyciele chwalą, sąsiedzi zazdroszczą, rodzice pękają z dumy, a jednocześnie mają możliwość na realizację własnych patologicznych zachowań.

Problem, który zabiera dzieciństwo

Superbohater, to dziecko, które zazwyczaj nie ma możliwości ani czasu, by być dzieckiem. W życie dorosłe wchodzi z gigantycznym deficytem, z powodu tego, iż wciąż żył w nieustannym napięciu, strachu i poczuciu wyobcowania. Wszak musiał być dojrzałym, będąc dzieckiem, co w efekcie sprawia, że większość swego czasu, egzystował w poczuciu winy, z powodu źle wypełnionego obowiązku. I to jest naturalne. Dziecko jest dzieckiem i nie może sprostać roli odpowiedzialnego dorosłego. Superbohater w dorosłym życiu pragnie miłości, jednakże bardzo się jej boi.

Lęk w życiu dorosłym..lęk przed rozczarowaniem

Częstokroć porzuca związki. Porzuca także własne ambicje i marzenia. Wszystko ze względu na lęk przed kolejnym rozczarowaniem, przed kolejnym poczuciem winy. Superbohater unika zaangażowania emocjonalnego, z jednego prostego powodu – chroni siebie i odczuwa nieustanny przymus realizacji szlachetnej idei “zbawiania świata”.

Czas terapii…

Pani S. w trakcie rocznej terapii intensywnie zanurzyła się w świat marzeń sennych. Sny ujawniły dychotomię tzw. “WEWNĘTRZNEGO DZIECKA”. Ukazał się podział na część wrażliwą i subtelną /we śnie blond piękność/ oraz część będącą swoistego rodzaju niestrudzonym,można rzec, że zdesperowanym obrońcą tej pierwszej /we śnie tajemnicza brunetka/.

Podczas jednej z sesji S. oparła się wygodnie i rzekła… – Już wiem!

Jest we mnie dziecko numer jeden – to dziewczynka z męskimi cechami, jest profesjonalistką w swojej dziedzinie, stawia sobie i innym wysokie wymagania, ma wyjątkowo rozwinięty zmysł opiekuńczy i jedną wadę! Nikomu nie ufa!

brunetka, dziewczynka
Źródło: pixabay.com

Jest też we mnie dziecko numer dwa – to dziewczynka pełna słodyczy, wręcz rozkoszna, jednak wrażliwa, nieśmiała i wycofana. By przeżyć, musi być chroniona przed światem, przez tą pierwszą.

blondynka, dziewczynka
Źródło: pixabay.com

Spirala człowieczej ucieczkowości

Pani S. jest dojrzałą kobietą i już wie, że dziecko numer jeden jest specjalistą od budowania granic. Im wyraźniejsze granice, tym słabsza tożsamość. Im słabsza tożsamość, tym większy lęk przed bliskością. Im większy lęk przed bliskością, tym większa izolacja. Im większa izolacja, tym większe osamotnienie… Niekończąca się spirala człowieczej ucieczkowości. Pani S. już wie, że bycie kobietą, która nie musi odgrywać narzuconych przez system ról, jest drogą do życiowego dobrostanu. Pani S. już wie, że.. “Być blisko, to zlikwidować ostatnią barierę i odkryć, że wcale nie była potrzebna”, /Bruce Fisher/.

AUTORKA – Elżbieta Bulik
PSYCHOLOG, PSYCHOTERAPEUTA

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.